Nienawidzę prezentacji !! Jak mówić publicznie bez stresu, bez lęku i zyskać pewność siebie

Publiczne mówienie, jak prezentować, sztuka prezentacji

Będziesz prezentował/a do końca życia zawodowego. Albo unikał mówienia do grupy do końca życia zawodowego. Jak mówić do grupy ludzi i być w swoim satori, mieć flow i pewność siebie? Opowiadaj. Nikt tak wspaniale nie opowiada jak Ty kiedy przeżywasz swoją historię! Nawet na prezentacji profesjonalnej opowiadaj jak do jednej osoby. Ale uwaga – zawsze opowiadaj po coś.

Mit: Szkolenia z prezentowania kiedykolwiek komukolwiek cokolwiek dały.

Pracownicy udają się kolejne szkolenie z prowadzenia prezentacji… i kolejne… i kolejne. Niestety te wszystkie szkolenia nie wynoszą ich umiejętności publicznego mówienia na ten wyższy poziom, kiedy nasi słuchacze czują się bardziej żywi.

Dlaczego? Bo ujmowanie sztuki publicznego mówienia w zakazy i nakazy tworzy prezentera, który jest jeszcze bardziej ściśnieniowany i samoświadomy.

Błędem i krzywdą, którą wyrządzają te szkolenia jest nakładanie na osobę prezentera bagażu nakazów i zakazów: że należy ludzi omiatać wzrokiem jak latarnia morska, że należy dużo gestykulować, etc. Po pierwsze, wcale nie trzeba robić Z wzrokiem po sali, ale mówić po kolei do jednej osoby, co czyni z prezentacji serię mini-rozmów jeden-na-jeden. Po drugie, wymuszone gesty widać od razu – a opowiadając gestykulujesz naturalnie i ekspresywnie. Po trzecie i czwarte, najgorsze na szkoleniach z prezentowania – byłem! – jest fetyszyzowanie Power Point. Owszem, należy kompetentnie prezentować przy użyciu PP, ale Ty jesteś prezentacją, a szkolenia odwracają tę proporcję. Za Oceanem Spokojnym mówi się: “Power Point is wagging the dog” – czyli, że PP nami steruje – a my jesteśmy do niego aneksem. Za rok, dwa albo pięć u nas też nastąpi odwrót od slajdów.

Jak czuć się komfortowo we własnej skórze.

Wielu prezenterów, zaraz kiedy wyjdą na środek, ulega usztywnieniu i zaczyna wierzyć, że znaleźli się tu na środku, przed grupą ludzi, po to, żeby przemawiać.

Nic tak nie zabija naturalności i spontaniczności jak auto-kontrola i monitorowanie swojego wizerunku.

Sekret najlepszych mówców polega na tym, żeby się nie przejmować i mówić do grupy ludzi jak do jednej osoby tylko z większym natężeniem.

Można być tylko sobą. Pytanie: Jak?

Jerzy Bralczyk, na wykładzie Retoryka i wystąpienia publiczne

To najlepszy wykład, na który chadzałem. Właściwie chodziłem na niego trzy razy. Ponad 10 lat temu, kiedy studiowałem na UW i biegałem z Wydziału Psychologii na Krakowskie zaliczając najciekawsze wykłady z innych wydziałów, potem po około 8 latach znalazłem ten sam wykład we wtorki na SWPS i zacząłem się tam zjawiać, a ponieważ Profesor powiedział, że dalej prowadzi wykłady na ISNS UW we środy (jak 10 lat temu), więc postanowiłem, że będę chodził we wtorki i środy.

Któregoś wtorku zaśmiewałem się jak hiena na wykładzie prof. Bralczyka, żeby później pójść we środę i ze zdumieniem zauważyć, że dowcipy są precyzyjnie te same co we wtorek, ale jeszcze lepiej powiedziane niż 10 lat temu. Pan Bralczyk jednak –wcale nie jestem z tego dumny–zauważył moją twarz z dnia wczorajszego i najwyraźniej musiało go speszyć, że z taką dokładnością obliczoną na efekt opowiada te same dowcipy co wczoraj. Skończył wykład 15 minut wcześniej.

Tydzień później podszedłem do niego i powiedziałem:

– Panie profesorze, kiedy byłem w szkole średniej wszedłem do kantorka polonistek i powiedziałem: “Dzień dobry, przyszłem się zapisać na olimpiadę polonistyczną”, więc rozumie pan, że mam traumę i boję się teraz mówić tutaj do pana, ale chciałem powiedzieć, że jestem pana największym fanem – w sensie fanem pańskiego humoru i stylu prowadzenia wykładu. 

Profesor Bralczyk powiedział, że owszem przyuważył mnie i dlatego stał się bardziej samoświadomy.

Autocenzura zabija flow i pewność siebie.

Moment, w którym zaczynasz mieć jakąś nieufność do siebie samego, to moment, w którym Twoja pewność siebie się zachwieje.

Co radził robić w takich sytuacjach prof. Bralczyk?

  • Stanąć mocno na ziemi. W rozkroku. Poczuć podłoże pod stopami. Oprzeć się rękami mocno na biurku. Poczuć swój napór na biurko. Być przez chwilę uważnym.

Inna rada:

  • Jak mieć pewność siebie? Poszukaj czegoś, co już mówiłeś/aś wiele wiele razy i mów właśnie to? Cóż to może być takiego? Oczywiście, jeśli mogę wsiąść na mojego ulubionego konika – storytelling, a ściślej – historie, które lubisz opowiadać lub historie osobiste, które są historiami z morałem całkiem a propos tematu Twojej prezentacji (powtarzam – całkiem, a nie – całkowicie).

A jeśli nie masz naturalnych predyspozycji do publicznych wystąpień?

Jeśli nie masz predyspozycji na spektakularnego mówcę publicznego, to żadne szkolenie – zwłaszcza takie, gdzie jest pokaz slajdów i trener, który sam potrzebuje remedium – tego nie zmieni.

Cztery lata temu zostałem poproszony o to, aby udawał potencjalnego klienta i odwiedził prezentację sprzedażową, pewnego Pana, który kiedy mówił do nas – do potencjalnych klientów – miał zamglony wzrok, miał mgiełkę w oczach… albo jeszcze lepiej: miał firanki w oczach. Po prostu kiedy patrzył na nas to wcale nie patrzył, bo miał rozmyty wzrok.

Wszyscy wiedzą, że należy utrzymywać kontakt wzrokowy ze słuchaczami, więc Pan „z firankami w oczach” omiatał wszystkich wzrokiem jak należy. Obracał głową jak latarnia morska. Jak wiatrak mechanicznie wokół osi od lewej do prawej. Ale z nikim nie nawiązywał specjalnie kontaktu.

Z końca sali widać było, że patrzy do wewnątrz siebie.

Po prezentacji Pana z firankami w oczach podszedłem i powiedziałem:

– Miał pan mgiełkę w oczach w trakcie prezentacji, ale teraz już pan przejrzał na oczy jak tak pan na mnie patrzy. 

Pan z firankami w oczach wiedział po co tam jestem i miał gotową odpowiedź:

– Dziękuję panu, ale byłem już na szkoleniu z prezentacji

Powiedziałem:

– Firmy wysyłają pracowników na szkolenia z prowadzenia prezentacji, ale te szkolenia jakoś nie wynoszą umiejętności publicznego mówienia uczestników na ten wyższy poziom, żeby słuchacze czuli się żywi – rozumie pan, co staram się powiedzieć? 

– Moi słuchacze byli żywi. – zaperzył się.

– A skąd pan wie, że byli żywi? Miał pan firanki w oczach. 

Próbowałem jeszcze zaproponować mu, że wpadnę chociaż na półtorej godziny przed jego następną prezentacją dla klienta, ale rozmowa ze mną go chyba zmęczyła.

Miałem jedyną szansę na złotą radę:

Metoda Larry’ego King’a.

Zapytałem czy ma psa. Tak. Powiedziałem mu o sposobie Larry’ego King’a (teraz Larry będzie prowadził w rosyjskiej telewizji program, który ma być tubą putinowskiego Kremla) z książki „How to talk to Anyone, Anytime and Anywhere”, żeby prezentować do psa:

– Proszę utrzymywać kontakt wzrokowy z psem. Psu trzeba patrzeć w oczy, bo się zdekoncentruje. Psy tak interpretują czyjeś spojrzenie prosto w oczy, że czegoś się od niego chce, wiec jest zaalarmowany. Nie chodzi w tej metodzie tylko o to, żeby prezentować żywiołowo i dziwacznie, bo pies będzie przechylał łeb i się dziwił, a w końcu pójdzie spać! Chodzi o to, żeby psu cały czas patrzeć prosto w oczy. Cały czas tego psa trzeba uwodzić wzrokiem. 

Dwa miesiące później wpadłem na Pana z firankami w oczach i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu powiedział:

– Mój pies rozumie wszystko co do niego mówię. 

– A ludzie? 

– Na prezentacji? 

– Niekoniecznie.

– Jak to? 

– Zaglądam im w oczy… 

– I co? 

– Pustka. 

– Nieobecni? 

– Wielu.

Zajrzałem mu w oczy i zobaczyłem w nich ogniki. Metoda z psem jest dobra, bo uczy jak zaglądać w oczy żywemu słuchaczowi. (Proszę pamiętać, że kot nie jest adekwatny).

Metoda z psem ukazała głębszy problem:

Pan z firankami w oczach mówił w zbyt informatywny i abstrakcyjny sposób.

9 na 10 prezentacji profesjonalnych to nuda. Prezentacje nie muszą być złe. Storytelling to współczesna technika prezentacyjna.

Jeśli mówisz ogólnikami, serwujesz kaskady danych albo po prostu „informujesz”. Słuchacze cały czas w głowie zmieniają kanały. Wspominają weekend. Wraca do nich scena z filmu. Pobrzmiewa w głowie co powiedział szef.

Żeby zaczęli słuchać, należy mówić językiem obrazów. Wtedy obrazy, które my im serwujemy wygrają z ich wewnętrznym szumem.

Pan z firankami w końcu przystał na coaching. Udało się sprawić, że opowiadał mało ekspresywnie, ale tak sposób, by nie przeszkadzać w pracy wyobraźni jego potencjalnych klientów. Podawał więcej szczegółów sensorycznych. Dodaje szczegóły sensoryczne. Zaczął dokładniej opisywać co było widać, jak ktoś wyglądał etc. Klienci chcą go słuchać. Słuchają go chętnie. Są obecni. Rzeczywiście słuchają. Widzą te obrazy i oglądają co się dzieje.

Kiedy opowiadasz, to słuchacze nie tyle są z Tobą, co z Twoją historią, która rozgrywa się w ich wyobraźni.

A zatem, dla posumowania:

Pytanie: Jak mieć pewność siebie w trakcie prezentacji?

Odpowiedź: Opowiadaj.

Podpowiedź: Właściwe historie, prowadzą do właściwych wniosków.